RYBACY (fishermen)

Bałtyk. Sierpień. Piąta trzydzieści rano.
Tak zaczyna się dzień. Mój dzień…
Rybacy wypłynęli znacznie wcześniej, bo aż od 4 rano. Ja tylko czekam na ich powrót z połowu. Dla mnie to blady świt. Ciężko było się zerwać z hotelowego łóżka, zwłaszcza że to czas mojego urlopu…
Trzy kutry, sześciu ludzi, po dwóch na jednym. Około siódmej trzydzieści pierwsza łódź dobija do brzegu. Po niej kolejne.
Czekałem na ten moment ponad półtorej godziny, siedząc na wilgotnym piasku i wpatrując się w linię horyzontu.
Do roboty! Kamera! Akcja!